W piątek władze w Pekinie wezwały swoich obywateli do rozważenia wyjazdu do Japonii w celach turystycznych, a wczoraj także skierowały podobny apel do pragnących podjąć studia w Japonii. W oświadczeniu chiński rząd stwierdził, że w ostatnich miesiącach pogorszyła się sytuacja w zakresie bezpieczeństwa publicznego w Japonii, nie przedstawiając jednak konkretnych danych. Stwierdzono tylko, że wzrost liczby przestępstw wymierzonych w obywateli chińskich wskazuje, że są oni mniej bezpieczni w Japonii. Chińskie Ministerstwo Edukacji wezwało również chińskich studentów przebywających już w Japonii, a także tych, którzy planują studiować tam w przyszłości, do ścisłego monitorowania sytuacji w zakresie bezpieczeństwa, wzmocnienia oceny ryzyka i większej świadomości w zakresie bezpieczeństwa osobistego. W podobnym duchu lokalne władze w Hongkongu wydały w sobotę ostrzeżenie dla osób podróżujących do Japonii, powołując się na „rosnącą tendencję do ataków na obywateli chińskich w Japonii” od połowy 2025 r.
Te apele są postrzegane jako część odpowiedzi Pekinu na wypowiedzi Takaichi w parlamencie z 7 listopada, które Pekin ostro skrytykował jako sugerujące potencjalną interwencję zbrojną Japonii w przypadku sytuacji kryzysowej w Cieśninie Tajwańskiej.
W rzeczywistości premier stwierdziła w parlamencie, że chiński atak na Tajwan może stanowić dla Japonii „zagrożenie dla przetrwania”. Dodatkowy kontekst sprawie daje fakt, że zapytano ją dokładnie o scenariusze, które można by zakwalifikować jako „sytuację zagrażającą przetrwaniu” Japonii – termin prawny zawarty w ustawie o bezpieczeństwie narodowym z 2015 roku, który pozwala Japońskim Siłom Samoobrony skorzystać z prawa do zbiorowej samoobrony (udzielenia pomocy sojusznikowi), nawet jeśli Japonia nie jest bezpośrednio atakowana. Dopiero w odpowiedzi Sanae Takaichi podała przykład próby całkowitego podporządkowania Tajwanu Pekinowi przy użyciu okrętów wojennych i sił zbrojnych, co wiązałoby się z atakiem na amerykańskie okręty wojenne wysłane w celu przełamania chińskiej blokady Tajwanu. Wskazała, że jeśli sytuacja kryzysowa na Tajwanie wiąże się z „użyciem okrętów wojennych i działań zbrojnych”, może to „z całą pewnością stać się sytuacją zagrażającą przetrwaniu”, w której Japonia mogłaby użyć siły w celu obrony.
Trudno powiedzieć, kto może stracić więcej na wstrzymaniu ruchu turystycznego między Japonią a Chinami. Japonia przezywa prawdziwy bum turystyczny a Japończycy wciąż stanowią dużą grupę odwiedzającą Chiny. Najwięcej do stracenia ma Hongkong, który w 2024 roku odwiedziło około 2,68 mln Japończyków..
W rzeczywistości Pekin ma ograniczone pole działania. Owszem, może wykonywać gesty i mówić, że Sanae Takaichi prowokuje, ale w rzeczywistości premier stwierdziła po prostu fakt. Równocześnie w obecnej sytuacji międzynarodowej i kiedy chińska gospodarka „wisi” na eksporcie, nie może pozwolić sobie na ostrzejsze uderzenie gospodarcze w Japonię. To by jedynie przyśpieszyło decoupling nie tylko ze strony Tokio, ale też innych państw rozwiniętych. Kierownictwo KPCh jeszcze tego nie chce, bo wciąż liczy – chyba nie bez zasadnie – że może nadal pogłębiać zależność innych od Chin i równocześnie zmniejszać własną od świata.
